poniedziałek, 3 lutego 2025

, , , , ,

Milena Wójtowicz "Post Scriptum"

„Post Scriptum” Mileny Wójtowicz to książka, która nie tylko bawi, ale też przypomina, że absurd to najlepszy scenarzysta, a my wszyscy gramy w jego produkcji. To pełna humoru, fantazji i lekkiej kpiny opowieść o rzeczywistości… która, jak się okazuje, wcale nie jest taka zwyczajna, gdy tylko odrobinę uchyli się kotarę codzienności.

Na pierwszy rzut oka fabuła może wydawać się kompletnym odlotem: Piotr, psycholog o anielskiej cierpliwości i nieco zagubionym spojrzeniu, zarządza firmą doradczą dla istot „nienormatywnych”. I nie, nie chodzi o niegrzeczne dzieci czy artystyczne dusze – jego klienci to wampiry, duchy i wszelkie inne stworzenia, które raczej skrywają się w mrokach. Partneruje mu Sabina – spec od BHP z wieczną ripostą na ustach, która każdą paranormalną katastrofę ogarnia z niepodważalnym profesjonalizmem. Razem świadczą usługi z pogranicza absurdu i logiki: prowadzą coaching dla duchów, doradzają kultystom, jak uniknąć pożaru podczas rytuałów, i opracowują okultystyczne instrukcje bezpieczeństwa. Brzmi surrealistycznie? Owszem, ale w tym szaleństwie jest metoda.

To, co wyróżnia tę książkę, to perfekcyjnie zbalansowany humor, dzięki któremu fantastyczne i groteskowe sytuacje wydają się niemal naturalne. Już od pierwszej strony człowiek czuje się, jakby wpadł do świata, gdzie nadprzyrodzoność jest zwykłym dniem pracy, a bohaterowie odnajdują się w niej z lekkim uśmiechem i odrobiną zrezygnowania.

Piotr i Sabina to tandem, którego dialogi zasługują na osobne złote medale. On – spokojny, lekko zdezorientowany każdą nową katastrofą (choć zawsze znajdzie w niej miejsce na empatię). Ona – błyskotliwa, praktyczna do bólu i kąśliwa (cóż, czasami dosłownie...). Ich przekomarzania to majstersztyk, który jednocześnie rozśmiesza i ujmuje (Sabino! Piotrze!), bo każdy z nas zna taką relację „uwielbiam cię wkurzać, ale w razie potrzeby wskoczę w ogień”.

A co mnie najbardziej rozbawiło? Humor, który zamiast opierać się na prostych żartach, skrzy subtelnymi uwagami i absurdalnymi sytuacjami – od pretensji ducha o zawartość lodówki, aż po rozmowy o tym, jak bezpiecznie zorganizować sabat czarownic. Wójtowicz balansuje na linie groteski, raz po raz zrywając się, by z ironią puścić oko do czytelnika.

Podsumowując: „Post Scriptum” to książka dla każdego, kto potrzebuje dystansu do świata (i, nie oszukujmy się, samego siebie). Wciąga, bawi, czasem przystawi lustro codziennym absurdalnym troskom.

Ocena: 🐾🐾🐾🐾🐾  (5/5)

Share:

0 comments:

Prześlij komentarz