poniedziałek, 3 marca 2025

, ,

Iwona Banach "Świąteczne duchobranie"

Ach, cóż to była za literacka uczta! „Świąteczne duchobranie” to bez wątpienia arcydzieło dezorientacji, mistrzostwo chaosu i triumf niekonsekwencji. Trudno mi przypomnieć sobie książkę, która dostarczyłaby mi tak unikalnych doznań – niecodziennie bowiem można doświadczyć przyjemności przewracania stron z coraz głębszym przekonaniem, że oto człowiek zgubił się w fabularnym labiryncie bez wyjścia.

Nie należę do osób, które porzucają książki przed ich zakończeniem, ale tutaj… cóż, zrobiłam wyjątek. Po mniej więcej jednej trzeciej fabuły uznałam, że dalsza eksploracja tej literackiej dżungli mogłaby się skończyć zagubieniem na zawsze. Czy jestem ciekawa zakończenia? Ależ skąd! Wystarczająco ekscytującym wyzwaniem było samo śledzenie, gdzie kończy się jedna scena, a zaczyna druga – pod warunkiem, że w ogóle można tu mówić o jakiejkolwiek granicy.

Dialogi? Perełki surrealizmu. Sceny? Niczym ekspresyjny obraz malowany w ciemności przez oszołomionego artystę. Bohaterowie? Fascynująco chaotyczni! A w tle, niczym refren nieśmiertelnego hitu – chucie Maksa i cycki jego koleżanek. Czyż nie o to właśnie chodzi w dobrej literaturze? Z pewnością znajdzie się ktoś, kto uzna to za świeże i nowatorskie podejście do narracji.

Bohaterowie wprowadzani są z gracją huraganu – nagle i bez ostrzeżenia, a czytelnik dostaje w pakiecie całą galerię postaci, których role i powiązania pozostają owiane mgłą tajemnicy. Kto jest kim? Kto z kim? Kto po co? Kwestie te dodają książce pewnego… enigmatycznego uroku, choć zapewne nie był to zamierzony efekt.

Język? Ach, prawdziwa eksplozja ekspresji! Chwilami przypomina strumień świadomości, chwilami przypomina strumień lawy, a najczęściej przypomina po prostu chaotyczny wyrzut słów, który zmusza czytelnika do przyjęcia roli detektywa próbującego rozwikłać zagadkę, gdzie właściwie toczy się akcja. Hotel? Ulica? Inny wymiar? Bohaterowie poruszają się z prędkością myśli, teleportując się z miejsca na miejsce bez najmniejszego ostrzeżenia. To literatura, która nie uznaje przyziemnych zasad logiki czy płynnej narracji.

Podsumowując – książka ta to wyjątkowe doświadczenie, które udowadnia, że klasyczne pojęcia takie jak spójność, sens czy rozwój fabularny to jedynie zbędne konwenanse. Czy polecam? Cóż, jeśli ktoś ma ochotę na literacki escape room bez wyjścia – śmiało! Ja pozostanę przy tytułach, których fabułę jestem w stanie jako tako zapamiętać i odtworzyć, chociażby na potrzeby recenzji.

Ocena: 🐾 (1/5)

Share:

0 comments:

Prześlij komentarz